Do schroniska w Milanówku pod Warszawą pojechałam po kota - w domu mam już dwa psy i trzeci by się nie zmieścił :oops: Do mojego Fadka wchodziłam i wychodziłam kilka razy, wszystkie psy szczekały, piszczały, kręciły się... tylko tuż obok boksu Fadka jeden pies był spokojny. Duży (olbrzymi!!), łagodny, o wielkich oczach. Jako jedyny nie szczekał, nie kręcił się z kąta w kąt, tylko patrzył...
W końcu zauroczona jego spokojem zdecydowałam się podejść.
Alex skoczył na tylne łapy i po prostu położył się na oddzielającej nas kratce - zachwycony, szczęśliwy, gotowy do głaskania. I ciągle cichy, spokojny, jakby wierzył, że teraz już nic złego go nie spotka, że się nim zaopiekuję...
Od tamtej pory wiem, że spokojnie spać nie będę, póki Alex nie znajdzie domu. Przyznaję, że szukając informacji o nim na stronie niemal nie poznałam tego psa - w schronie tylko czasem ...